Kocham Cię, to znaczy mówię ci to

Dzień miłości – co to takiego?

To czas, w którym ogień miłości w naszym domu, możemy rozpalić na nowo. I nieważne, czy pali się dużym płomieniem, czy tylko tli. Każdy dzień jest dobry, czy uczynić go dniem miłości.

Na czym polega taki dzień?
Tego dowiesz się z bajki, do której przeczytania cię zapraszam. I nieważne, czy masz dzieci, czy nie. Bajki warto czytać w każdym wieku. Wciąż przecież jest w nas nasze wewnętrzne dziecko, które bajek zawsze jest spragnione.

Kocham cię, to znaczy mówię ci to

Dziś w rodzinie Pogodnych był dzień miłości. Ale nie walentynki, tylko specjalny dzień miłości. I wiesz co? Ten dzień jest tu kilka razy w roku.  Ale od początku, bo pewnie nie możesz się doczekać, bym ci opowiedział, na czym ten dzień polega i czemu tak właśnie się nazywa.

Taki dzień wypada zawsze albo w sobotę, albo w niedzielę, żeby wszyscy byli w domu i mieli z tego dnia jak najwięcej radości.

Opowiem ci, jak pierwszy raz świętowałem dzień miłości. To było tak:

Budzę się rano, jak zwykle wcześniej niż wszyscy, i biegnę do swojego kącika z miseczkami, żeby się napić, a tu  niespodzianka. Patrzę, przecieram łapką oczka i nie mogę uwierzyć w to, co widzę: zamiast jednej miseczki, są aż trzy i to pełne pysznego jedzenia. Obok nich miseczka z wodą, świeżutką i czystą. I żeby tego było mało, obok miseczki z wodą, jeszcze jedna miseczka, taka malutka, z moimi ulubionymi przysmakami.

Jak oni to zrobili i kiedy? Przecież wszyscy śpią – zastanawiałem się, wciąż nie wierząc w to, co widzą moje zaspane jeszcze oczka. Nie myśląc dłużej napiłem się wody i zabrałem za pałaszowanie smacznego jedzonka. Gdy brzuszek miałem już pełny, umyłem pyszczek i poszedłem odpocząć na kanapę w salonie, by uciąć sobie małą drzemkę. No i uciąłem. Obudziły mnie odgłosy dobiegające z piętra, gdzie swoje pokoje mają dzieci. W kuchni krzątała się pani Ewa, a pan Andrzej wychodził właśnie z łazienki.

– Kocham cię tato! – usłyszałem głoś Krzysia zbiegającego po schodach.

– I ja ciebie kocham, synku – z uśmiechem na twarzy odpowiedział tata.

Tuż za Krzysiem z góry zbiegała Ola, która też widząc tatę, śpiewnym głosikiem, zawołała:

– Kocham cię tatusiu! – i podchodząc do niego, wspięła się na paluszki i podarowała słodziutkiego buziaka.

Pan Andrzej objął córeczkę i odwzajemnił pocałunek, zostawiając go na czole Oli.

– Ja ciebie kocham bardziej! – zażartował, obejmując Olę ramieniem i kierując się w stronę kuchni.

– Kocham cię Ewuniu – tym razem słowa te powiedział do swojej żony i jej też podarował buziaka – trochę dłuższego i to prosto w usta. Pani Ewa odwzajemniła pocałunek, objęła ramionami męża i wyszeptała mu do ucha:

– Ja ciebie też kocham Andrzejku. I to bardzo. Najbardziej na świecie – po czym znów pocałowała męża i widać było, że naprawdę ta para bardzo się kocha i żyć bez siebie nie potrafi.

– Kocham was moje urwisy – zawołała do dzieci, gdy te usiadły przy stole w jadalni.

My ciebie też kochamy – odwzajemniły wyznanie Ola i Krzyś.

Słuchałem tego wszystkiego i nie bardzo rozumiałem, o co tu chodzi. Czemu nie mówią sobie „dzień dobry”, albo „cześć”, jak to zwykle robią, tylko wszyscy jak zaczarowani, mówią, jak bardzo siebie kochają. Nie zdążyłem wymyślić żadnej mądrej odpowiedzi, gdy usłyszałem:

– Kocham cię Afik – to Ola właśnie zbliżała się w moją stronę i z uśmiechem na ustach, wyznała mi miłość.

Nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć, bo troszkę mnie tym zaskoczyła, ale ocknąłem się w porę, wstałem na cztery łapki i zamiauczałem po kociemu: – Kocham cię Ola.

Myślę, że zrozumiała, bo od razu pogłaskała mnie po główce, za uszkiem i pod bródką. Wie, że uwielbiam, gdy tak robi.

– Ale fajny jest ten dzień miłości – powiedziała w pewnej chwili Ola, wciąż delikatnie gładząc moją miękką sierść.

Dzień miłości? Co to takiego? – nie bardzo wiedziałem, co o tym wszystkim myśleć i skąd taki dzień się wziął, bo nigdy o nim nie słyszałem. Postanowiłem poczekać, co też będzie się działo dalej.

– Zgadzam się. I też bardzo mi się podoba, dlatego dawno temu wymyśliliśmy go z waszym tatą. Wtedy nawet nie byliśmy małżeństwem. I tak do dziś, kilka razy w roku urządzamy sobie dzień miłości. A wtedy tak często, jak tylko chcemy, mówimy innym, że ich kochamy. Dzwonimy to tych, którym też chcemy to powiedzieć i oni mówią nam to
samo. Wcześniej wysyłamy też kartki z tymi słowami, ale nie podpisane. Robimy w ten sposób niespodzianki znajomym, którzy w ostatnim czasie byli troszkę smutni, coś im się nie udało, czy też zostali sami, albo po prostu chcemy im sprawić tego dnia radość.

– I co się dzieje, jak dostaną taką kartkę? Wiedzą, że to od was? – zapytał ciekawy odpowiedzi Krzyś.

– Na początku nie wiedzieli, ale gdy usłyszeli o naszym dniu miłości, zaczęli wypytywać nas, na czym polega i co wtedy się robi. No i od słowa do słowa, udało im się z nas wyciągnąć tę słodką, miłosną tajemnicę – odpowiedziała pani Ewa.

– I co, i co? Podobały im się kartki, które dostawali? – jeszcze bardziej ciekawa niż Krzyś, dopytywała Ola.

– Jasne, że im się podobały. I bardzo nam dziękowali. Potem myśmy z waszą mamą dostawali takie same kartki i jak się domyślacie, były bez podpisu. Ale się domyślaliśmy, że to właśnie od tych znajomych, bo nikt więcej nie wiedział o czymś takim, jak dzień miłości – dopowiedział pan Andrzej i sięgnął do kieszeni koszuli po telefon.

– O… A co to takiego? – zdziwiony wyciągnął coś żółtego, popatrzył na to i od razu się uśmiechnął. – Widzę, że zwyczaj wysyłania kartek przeniósł się do naszego domu i nawet listonosza nie trzeba, bo ktoś osobiście je dostarcza. Wiecie, co tu mam? – podniósł do góry żółtą karteczkę, którą przed chwilą wyjął z kieszeni koszuli.

– Ja nie wiem… – zdziwiony tym, co widział, stwierdził Krzyś.

– Ja też nie wiem… – również zdziwiona, ale troszkę uśmiechająca się przy tej okazji, powiedziała Ola.

– Na mnie nie patrz. Ja nic nie wiem – podobnie jak dzieci, odpowiedziała na pytanie męża, pani Ewa.

– No pięknie. Widzę, że nikt nie chce się przyznać. W takim razie przeczytam wam, co tu pisze – powiedział pan Andrzej.

„Kocham cię i życzę ci bardzo dobrego i wesołego dnia” – przeczytał pan Andrzej, po czym powiedział:
– Ktokolwiek to napisał, bardzo mu dziękuję i myślę, że ten dzień naprawdę będzie udany i wesoły, bo już taki jest. Od samego rana.

– Hm…. Widzę, że nie tylko do Ciebie zawitał dziś domowy pan listonosz, a może pani listonoszka – powiedziała pani Ewa i pokazała wszystkim różową karteczkę, na której też coś było napisane.

– Co tam pisze, mamo? – udając, że o niczym nie wie, zapytał Krzyś.

– Sama nie wiem, bo dopiero wyjęłam ją z kieszeni mojego kuchennego fartuszka, ale zaraz wszyscy się dowiemy – odpowiedziała pani Ewa, po czym spojrzała na karteczkę i przeczytała:

Kocham cię i dziękuję za wszystko, co dla nas robisz każdego dnia. Życzę ci wspaniałego dnia i dużo radości w naszym domowym dniu radości”

Pani Ewie, gdy to przeczytała, aż łezka zakręciła się w oku ze wzruszenia.

– Dziękuję kochani za te słowa i za to, że jesteście. Mam najwspanialszą rodzinę na świecie – powiedziała lekko drżącym głosem pani Ewa. – Dobrze. My tu gadu gadu, a kakao stygnie. Jedzmy, bo przed nami jeszcze cały dzień. Dzień miłości i radości. Pogoda jest piękna, więc myślę, że zaraz po śniadaniu, przeniesiemy się do ogrodu, gdzie pomysłów na dobrą zabawę, na pewno nam nie zabraknie.

I miała rację, bo tyle czasu spędzonego na zabawie, już chwilę nie było w domu. Dlatego myślę, że taki dzień miłości powinien być jak najczęściej. Nawet w każdą sobotę.

Wieczorem, gdy wszyscy udali się do swoich pokoi, usłyszałem: ja też cię kocham i życzę kolorowych snów. Mówili tak wszyscy i nie bardzo wiedziałem, czemu i do kogo. Pobiegłem więc na górę do pokoju Oli i zobaczyłem, że na jej poduszce leży piękna, mała, niebieska karteczka. I to chyba na niej były napisane życzenia dobrej nocy i kolorowych
snów.

Ciekaw byłem, czy inni też dostali taki karteczki, więc pobiegłem sprawdzić do Krzysia. On taką karteczkę trzymał już w dłoni i uśmiechał się, ciesząc, że też dostał życzenia. U pani Ewy i pana Andrzeja też ktoś zostawił karteczki na poduszkach, bo widziałem, jak odkładają je na małe, nocne szafki i z uśmiechem na twarzy, kładą się spać.

Po zakończeniu obchodu, zbiegłem na dół, gdzie mam swoje legowisko i tego naprawdę się nie spodziewałem: leżało w nim 4 kolorowe karteczki, na których było coś napisane. Nie umiem czytać, ale może jutro dam jakoś znak Krzysiowi, by zrobił to za mnie. Domyślam się jednak, że tak samo wszyscy życzyli mi spokojnej nocy i kolorowych snów.
Zamiauczałem więc najpiękniej, jak umiałem, życząc tego samego wszystkim, z którymi przeżyłem tak wspaniały dzień.

Jeśli uznasz, że warto, podaj dalej ;)